Przejdź do treści

Kultura w Wielkopolsce okiem nauki

Ha­słem ostat­nich mie­sięcy jest w Po­zna­niu słowo „sport”, a kon­kret­niej – piłka nożna. Ba­da­cze pra­cu­jący w In­sty­tu­cie Kul­tu­ro­znaw­stwa UAM nie za­po­mi­nają jed­nak o kul­tu­rze. W po­wsta­łym w 2010. roku Re­gio­nal­nym Ob­ser­wa­to­rium Kul­tury pro­wa­dzą ba­da­nia nad za­gad­nie­niami po­li­tyki kul­tu­ral­nej w re­gio­nie wiel­ko­pol­skim. O szcze­gó­łach dzia­łal­no­ści ROK oraz współ­pracy z sa­mo­rzą­dami opo­wiada dr Prze­my­sław Kie­li­szew­ski i dr Mar­cin Po­praw­ski.

B+R: Skąd pomysł, aby zająć się obszarem kultury naukowo i powołać do życia Regionalne Obserwatorium Kultury UAM (ROK)?

Prze­my­sław Kie­li­szew­ski: Za­nim na­ro­dził się ROK, ja sam do­sta­łem się do In­sty­tutu Kul­tu­ro­znaw­stwa. Tra­fi­łem tu­taj tro­chę „na około”, czyli od strony prak­tyki. Pod kie­run­kiem pro­fe­sora Jacka Sójki na­pi­sa­łem dok­to­rat z za­kresu po­li­tyki kul­tu­ral­nej w Pol­sce, głów­nie w re­gio­nie wiel­ko­pol­skim. Do­koń­czy­łem pracę dok­tor­ską dzięki po­zy­ska­niu do­fi­nan­so­wa­nia na ba­da­nia z Urzędu Mar­szał­kow­skiego. Dzięki temu udało się po­wo­łać ze­spół ba­daw­czy, który zba­dał wszyst­kie 19 in­sty­tu­cji kul­tury, dla któ­rych or­ga­ni­za­to­rem jest Urząd Mar­szał­kow­ski. To był po­czą­tek. Wtedy z po­mocą so­cjo­lo­gów i et­no­lo­gów stwo­rzy­li­śmy na­rzę­dzia ba­daw­cze i zro­bi­li­śmy w ob­sza­rze ba­da­nia kul­tury duży krok na­przód. To były za­kro­jone na sze­roką skalę, pro­fe­sjo­nalne ba­da­nia głów­nie in­sty­tu­cji kul­tury, ale także od­bior­ców tych in­sty­tu­cji. Prze­pro­wa­dzi­li­śmy dużą sondę wśród Po­zna­nia­ków, któ­rej wy­niki obiły się echem w me­diach.

B+R: Te badania były wstępem do powstania Regionalnego Obserwatorium Kultury UAM?

P.K.: Można tak po­wie­dzieć. W In­sty­tu­cie Kul­tu­ro­znaw­stwa nie ma jed­nostki or­ga­ni­za­cyj­nej, która by się wprost zaj­mo­wała po­li­tyką kul­tu­ralną i za­cho­wa­niem w kul­tu­rze. Kiedy więc do In­sty­tutu do­łą­czył dr Mar­cin Po­praw­ski, który rów­nież zaj­muje się tymi za­gad­nie­niami, po­sta­no­wi­li­śmy ra­zem na­mó­wić rek­tora oraz pro­fe­sora Sójkę, aby po­wo­łać cen­trum ba­daw­cze. Tak po­wstało Re­gio­nalne Ob­ser­wa­to­rium Kul­tury UAM.

Mar­cin Po­praw­ski: To jed­nostka, która wy­spe­cja­li­zo­wała się w za­kre­sie ba­dań nad po­li­tyką kul­tu­ralną. Re­gio­nalne Ob­ser­wa­to­rium Kul­tury działa od dwóch lat (od 2010 r.), ale wcze­śniej, rów­nież pod szyl­dem In­sty­tutu Kul­tu­ro­znaw­stwa, zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy dużą kon­fe­ren­cję pt.: „In­sty­tu­cje kul­tury w cza­sach kry­zysu”, która była bar­dzo istotna w tym za­kre­sie. Wy­da­li­śmy także sze­reg pu­bli­ka­cji, które cie­szą się sporą po­pu­lar­no­ścią, naj­czę­ściej wśród prak­ty­ków, jak na przy­kład po­rad­niki dla dy­rek­to­rów do­mów kul­tury czy in­nych in­sty­tu­cji. Ostat­nio na­sze zbli­że­nie z prak­tyką i z sa­mo­rzą­dami jest jesz­cze sil­niej­sze.

B+R: Regionalne Obserwatorium Kultury UAM stworzyło Program Rozwoju Kultury dla województwa wielkopolskiego na lata 2011–2020. Na czym opiera się ten dokument i jak wygląda sytuacja z jego wdrażaniem?

P.K.: Pro­gram Roz­woju Kul­tury dla wo­je­wódz­twa Wiel­ko­pol­skiego na lata 2011–2020 nie jest jesz­cze uchwa­lony. Ro­bimy w nim pewne ko­rekty uwzględ­nia­jące uzu­peł­nie­nia, które za­pro­po­no­wano pod­czas kon­sul­ta­cji spo­łecz­nych. Pra­cu­jemy rów­no­le­gle nad tym, aby ten pro­gram wdra­żać. Mię­dzy in­nymi po­przez szko­le­nia, które mamy za­miar re­ali­zo­wać we współ­pracy z de­par­ta­men­tem kul­tury Urzędu Mar­szał­kow­skiego. W pro­jek­cie Pro­gramu opar­li­śmy się na du­żej licz­bie ba­dań, które prze­pro­wa­dza­li­śmy wcze­śniej. Z na­szego do­świad­cze­nia mogę po­wie­dzieć, że samo two­rze­nie i prze­pro­wa­dza­nie ba­dań już ma cha­rak­ter zmie­nia­jący rze­czy­wi­stość spo­łeczną. Lu­dzie bio­rący udział w ba­da­niach spo­ty­kają się, dys­ku­tują, na­zy­wają pewne pro­blemy, in­spi­rują się in­nymi. Sta­ramy się w ten spo­sób pro­mo­wać stra­te­giczne my­śle­nie o kul­tu­rze. Sam pro­ces two­rze­nia stra­te­gii jest ta­kim kro­kiem. Prze­kła­damy ją po­tem oczy­wi­ście na kon­kretne pro­gramy, sta­ramy się da­wać mak­sy­mal­nie kla­rowne re­ko­men­da­cje czy też ofe­ro­wać moż­li­wie kon­kret­nie za­kre­ślone dzia­ła­nia, które we­dług na­szej opi­nii (na pod­sta­wie prze­pro­wa­dzo­nych ba­dań) po­winny być pod­jęte.

M.P.: Za­ofe­ro­wa­li­śmy taką po­moc, bo uwa­żamy, że po­dob­nie jak umie­jęt­no­ści me­ne­dżer­skie, rów­nież kom­pe­ten­cje kul­tu­rowe i ich roz­wi­ja­nie jest szcze­gól­nie ważne u li­de­rów kul­tu­ral­nych. Dy­rek­to­rzy ośrod­ków, sze­fo­wie or­ga­ni­za­cji kul­tu­ral­nych, urzęd­nicy za­trud­nieni w wy­dzia­łach kul­tury – to oni mu­szą cią­gle roz­wi­jać swoje kom­pe­ten­cje kul­tu­ralne, żeby po­tem wzmac­niać je wśród miesz­kań­ców miast i re­gio­nów. Cho­dzi za­tem o to, by ba­da­nia, które pro­wa­dzimy były moż­liwe do re­al­nej apli­ka­cji, by dać chęt­nym lu­dziom na­rzę­dzia do dzia­ła­nia i by wzmoc­nić w nich wiarę w istotę od­dzia­ły­wa­nia na lu­dzi z po­mocą me­diów kul­tury, że po­tra­fią pra­co­wać w sek­to­rze kul­tury w kul­tu­ral­nym po­żytku pu­blicz­nym i być na­prawdę sku­teczni. Wy­niki ba­dań nie mogą tu wy­łącz­nie za­si­lać tre­ści pu­bli­ka­cji na­uko­wych, lecz ewi­dent­nie wpły­wać na roz­wój spo­łe­czeń­stwa lo­kal­nego, by jak twier­dzi bry­tyj­ski so­cjo­log Jim McGu­igan – kon­se­kwent­nie po­lep­szać ja­kość kul­tu­ral­nej sfery pu­blicz­nej. Spo­łeczny za­kres tej sfery jest zresztą co­raz szer­szy, ale ja­kość za­an­ga­żo­wa­nia i efek­tów dzia­ła­nia lu­dzi jest co­raz czę­ściej nie­za­do­wa­la­jący. 

B+R: Jak samorządy reagują na propozycje projektów programów i strategii oraz współpracę w tej dziedzinie z naukowcami ROK?

P.K.: Za­in­te­re­so­wa­nie sa­mo­rzą­dów ob­sza­rem kul­tury jest co­raz więk­sze. Po pierw­sze dla­tego, że był on bar­dzo za­nie­dbany po 1989 r. Wy­da­wało się, że to są sprawy mało ważne, sprawy zwią­zane z roz­rywką, bez wpływu na roz­wój go­spo­dar­czy. Do­piero od nie­dawna po­li­tycy i de­cy­denci od­kry­wają, że kul­tura jest tym ob­sza­rem, gdzie mamy na­rzę­dzia do ko­mu­ni­ko­wa­nia się mię­dzy sobą i na­rzę­dzia do two­rze­nia wspól­noty. Wy­daje mi się, że mą­dre sa­mo­rządy co­raz czę­ściej do­strze­gają, że kul­tura to nie tylko ele­ment pro­mo­cji mia­sta. Nie cho­dzi o to, że te­raz jako sa­mo­rzą­dowcy zro­bimy so­bie ja­kąś dużą im­prezę albo od­damy do użytku am­fi­te­atr i dzięki temu bę­dziemy pro­mo­wać na­sze mia­sto. Nie. Dzia­ła­nia w ob­sza­rze kul­tury to dzia­ła­nia, dzięki któ­rym może wzra­stać za­ufa­nie we wspól­no­cie lo­kal­nej, lu­dzie mogą osią­gać lep­szą ja­kość ży­cia. Cho­ciażby przez to, że czy­tają wię­cej ksią­żek albo przez to, że wie­dzą iż war­to­ścią jest żeby się spo­tkać, żeby coś wspól­nie prze­żyć, żeby się utoż­sa­miać z oto­cze­niem, które nie­mal w ca­ło­ści zbu­do­wane jest z sze­roko poj­mo­wa­nej kul­tury.

M.P.: Kul­tura na nowo staje się po­mo­stem do bu­do­wa­nia wspól­noty, je­śli sa­mo­rząd tego nie do­strzega, jest struk­turą ana­chro­niczną, wy­łącz­nie biu­ro­kra­tyczną. Warto uzmy­sło­wić so­bie, że kul­tura nie jest już wy­łącz­nie uprzej­mym pod­wład­nym po­li­tyki, jak to miało miej­sce w cza­sach do­mi­na­cji ko­mu­ni­zmu. Kul­tura staje się obec­nie ope­ra­cyj­nym grun­tem dla po­li­tyki, w któ­rej nie­przy­pad­kowo tak wiele pro­ce­sów opiera się na two­rze­niu nar­ra­cji, bu­do­wa­niu toż­sa­mo­ści. Szczę­śli­wie sa­mo­rządy co­raz mniej pa­trzą na za­gad­nie­nie kul­tury tylko w ka­te­go­rii naj­bliż­szych wy­bo­rów. Do­strze­gają w niej szanse roz­woju kre­atyw­no­ści miesz­kań­ców, ich za­rad­no­ści w prze­kwa­li­fi­ko­wy­wa­niu się, przy szu­ka­niu pracy, albo zdol­no­ści do nie­ustan­nego kształ­ce­nia się. Dla­tego też sa­mo­rządy chęt­nie po­dej­mują współ­pracę z na­ukow­cami, rów­nież z ROK.

B+R: Jak dialog samorządy – badacze – twórcy kultury przebiega w praktyce? Czy naukowcy, tacy jak pracownicy Regionalnego Obserwatorium Kultury UAM, spełniają w nim rolę swego rodzaju mediatorów?

P.K.: Rze­czy­wi­ście my – ba­da­cze je­ste­śmy w pew­nym sen­sie ne­go­cja­to­rami, czy po­śred­ni­kami. Bar­dzo do­brze mo­gli­śmy to za­ob­ser­wo­wać przy ba­da­niu „Kul­tu­ralne po­ten­cjały i de­fi­cyty miast po­wia­to­wych”. Prze­pro­wa­dzi­li­śmy je w 2010 roku, ba­da­li­śmy sześć miast po­wia­to­wych. W tych ma­łych spo­łecz­no­ściach zo­ba­czy­li­śmy, że pod­czas na­szych ba­dań fo­ku­so­wych (zo­gni­sko­wa­nych wy­wia­dach gru­po­wych) li­de­rzy w ob­sza­rze kul­tury, któ­rych za­pro­si­li­śmy, cza­sami po raz pierw­szy w ogóle się ze sobą spo­tkali. Mo­gli wresz­cie wspól­nie roz­ma­wiać na te­mat po­li­tyki kul­tu­ral­nej, pro­ble­mów zwią­za­nych z fi­nan­so­wa­niem kul­tury, z or­ga­ni­za­cją pew­nych przed­się­wzięć. Roz­ma­wiali także o po­ten­cja­łach i de­fi­cy­tach okre­ślo­nych za­nie­dba­nych i nie­wy­ko­rzy­sta­nych miejsc, śro­do­wisk, idei. Do­strze­gli­śmy wtedy, że już sama roz­mowa mię­dzy li­de­rami kul­tury była dla nich bar­dzo waż­nym kro­kiem na­przód. Dla nas jako ba­da­czy rów­nież. Czer­piemy ze zo­gni­sko­wa­nych wy­wia­dów gru­po­wych, po­nie­waż są one bar­dzo mię­si­ste, na­ce­cho­wane wielką ilo­ścią re­ko­men­da­cji pły­ną­cych od eks­per­tów, od lu­dzi, któ­rzy naj­wię­cej na te­mat kul­tury lo­kal­nej wie­dzą, mają bar­dzo kon­kretne po­my­sły i celne uwagi w tym za­kre­sie. Jed­nak dzia­łają oni czę­sto w roz­pro­sze­niu i tak też działa nie­stety czę­sto współ­praca z sa­mo­rzą­dem, czy też ar­ty­stami, twór­cami, ani­ma­to­rami kul­tury.

M.P.: Ci lu­dzie wza­jem­nie się nie wi­dzą, pra­cują w po­je­dynkę, nie two­rzą grup na­ci­sku, grup wpływu, a co naj­waż­niej­sze grup wza­jem­nego in­for­mo­wa­nia i kształ­ce­nia. My w pew­nym sen­sie sta­ramy się być po­mo­stem po­mię­dzy ta­kimi ludźmi a sa­mo­rzą­dem. Dla­tego na­sze ba­da­nia czę­sto są ba­da­niami zmie­nia­ją­cymi w pew­nym stop­niu rze­czy­wi­stość spo­łeczną. Na przy­kład w Czarn­ko­wie zro­dził się po na­szym ba­da­niu po­mysł po­wo­ła­nia sto­wa­rzy­sze­nia, któ­rego tam bra­ko­wało. Mógł­bym wy­mie­nić wię­cej ta­kich sy­tu­acji. Dzięki na­szej pracy lu­dzie kul­tury za­czy­nają wi­dzieć sie­bie na­wza­jem, do­strze­gają, że są ra­zem, mają po­dobne pro­blemy, że chcą coś ro­bić i do­piero ra­zem mogą. Nie­dawno prze­pro­wa­dza­li­śmy ba­da­nia w Słup­sku. Ba­da­li­śmy ma­tu­rzy­stów, a jed­no­cze­śnie or­ga­ni­zo­wa­li­śmy pa­nel na­uczy­cieli. Py­ta­li­śmy ich co są­dzą o tym, czy mło­dzi Słup­cza­nie, po wy­jeź­dzie na stu­dia po­wrócą do swo­jego mia­sta, co ich może do tego zmo­ty­wo­wać, a co nie. Naj­bar­dziej za­an­ga­żo­wani na­uczy­ciele pod­czas ba­da­nia zo­ba­czyli, że nie są je­dy­nymi szcze­gól­nie ak­tyw­nymi oso­bami w oko­licy. Zdali so­bie sprawę, że wo­kół są może inni po­dob­nie do nich my­ślący lu­dzie, któ­rzy nie my­ślą tylko o wła­snej wy­go­dzie i in­te­re­sie. Za­częli więc wy­mie­niać się mię­dzy sobą te­le­fo­nami, na­wią­zy­wać zna­jo­mo­ści. Na­wet dwa­dzie­ścia osób w stu­ty­sięcz­nym mie­ście, które wspól­nie, z pa­sją pra­cują przy jed­nej trud­nej i wiel­kiej spra­wie jaką jest edu­ka­cja kul­tu­ralna mło­dzieży, zmie­nia wa­runki dla roz­woju miesz­kań­ców. To po­ka­zało, że na­sze ba­da­nia mają też ce­chę in­te­gru­jącą spo­łecz­no­ści lo­kalne.

B+R: Badania ROK nad sferą kultury są specyficzną pracą naukową, jak wygląda ich techniczna strona?

P.K.: Na­sze ba­da­nia są nie­ty­powe, jed­nak oczy­wi­ście są one cały czas ba­da­niami na­uko­wymi. Sto­su­jemy me­tody ba­daw­cze, naj­czę­ściej z ob­szaru so­cjo­lo­gii, z na­ci­skiem na ba­da­nia ja­ko­ściowe, choć nie lek­ce­wa­żące ba­dań ilo­ścio­wych. Współ­pra­cu­jemy też z eko­no­mi­stami. Ale mamy cały czas przed oczami coś, co na­zwał­bym wi­zją kul­tu­ro­znaw­czą, Sta­ramy się do­strze­gać różne pro­cesy, które się dzieją wer­ty­kal­nie i ho­ry­zon­tal­nie. Stety, nie­stety je­ste­śmy ba­da­czami… za­an­ga­żo­wa­nymi. Trudno nam jest za­cho­wać dy­stans do tego, co an­ga­żuje prze­cież ży­cie wielu osób i to tak „na ca­łość”. Sta­ramy się wy­two­rzyć w spo­łecz­no­ściach nową ja­kość. Nie chcemy, aby na­sze dzia­ła­nia, to był tylko ra­port, który zda­jemy albo ba­da­nie, które jest su­chym wy­ni­kiem. Pra­gniemy, żeby prze­kła­dały się one na wdra­ża­nie kon­kret­nych pro­jek­tów, na zmianę po­staw lu­dzi.

M.P.: Tym, o co czę­sto za­bie­gamy jest ba­da­nie ja­ko­ści pracy or­ga­ni­za­cji, które zaj­mują się pro­fe­sjo­nal­nie kul­turą. Osta­tecz­nie cho­dzi o to by pro­cesy za­rząd­cze słu­żyły i wzmac­niały prze­kaz lu­dzi kul­tury, czy­niły ich pracę bar­dziej sku­teczną, by nie ogra­ni­czały, tłam­siły, znie­chę­cały. My­ślimy o za­rzą­dza­niu, ale tylko ta­kim, które w grun­cie rze­czy nie jest obce ani hu­ma­ni­stom, ani ar­ty­stom, nie działa prze­ciwko nim. My­ślimy też o ja­ko­ści ko­mu­ni­ka­cji, a za­rzą­dza­nie jak po­wia­dają znaw­czy rze­czy, to w 80 pro­cen­tach ko­mu­ni­ka­cja mię­dzy ludźmi. Na­sze prace ha­bi­li­ta­cje za­pewne po­wstaną w dzie­dzi­nie nauk o or­ga­ni­za­cji i za­rzą­dza­niu jako dzie­dziny hu­ma­ni­stycz­nej, a nie eko­no­micz­nej. To ważne, by ist­nieli lu­dzie i książki, które tłu­ma­czą i zbli­żają ję­zyk kul­tury, sztuki i nauk o za­rzą­dza­niu, czy­nią z nich wspólną sprawę. Za­rzą­dza­nie i mar­ke­ting de­dy­ko­wane kul­tu­rze, ade­kwat­nie do­brane do wa­run­ków dzia­ła­nia w sfe­rze kul­tury sym­bo­licz­nej jest nie­zmier­nie po­trzebne Po­la­kom, je­śli mamy mieć spo­łe­czeń­stwo o co naj­mniej za­do­wa­la­ją­cych kom­pe­ten­cjach kul­tu­ral­nych, lu­dzi z twór­czym po­dej­ściem do swo­jego ży­cia.

B+R: Czy jednostki, zarządzające sferą kultury mogą robić to efektywnie? Czy badania naukowe mogą im pomóc na przykład w poszukiwaniu środków na realizację projektów?

P.K.: Oczy­wi­ście, że tak. Je­ste­śmy prze­ko­nani, że jest wiele in­sty­tu­cji kul­tury, które dzia­łają bar­dzo do­brze dla­tego, że mają do­brych li­de­rów. Re­gio­nalne Ob­ser­wa­to­rium Kul­tury UAM na­gra­dza co roku ra­zem z Fun­da­cją Kul­tury Pol­skiej ta­kie osoby. W ze­szłym roku na­szą na­grodę otrzy­mał dy­rek­tor domu kul­tury w Wą­growcu. Jego dzia­łal­ność to przy­kład ge­nial­nego skoku cy­wi­li­za­cyj­nego, który do­ko­nał się w lo­kal­nym domu kul­tury i który pro­mie­niuje na całą spo­łecz­ność. Bo na­gle z za­nie­dba­nej pla­cówki, do któ­rej iść było wcze­śniej, ko­lo­kwial­nie mó­wiąc, „ob­cia­chem”, zro­dziło się miej­sce to­powe. A to po­przez po­mysł, za­an­ga­żo­wa­nie, zdo­by­cie środ­ków ze­wnętrz­nych. Na­gle lu­dzie po­czuli, że cen­trum kul­tury, to miej­sce, w któ­rym trzeba być, bo tam się dzieje coś waż­nego. Dzięki temu znaczna część miesz­kań­ców jest do­war­to­ścio­wana i za­czyna się iden­ty­fi­ko­wać z miej­scem. A mą­dry dy­rek­tor kul­tury, tak jak w Wą­growcu, za­biera tych lu­dzi i stara się zwięk­szać ich kom­pe­ten­cje kul­tu­ralne. Mię­dzy in­nymi po­przez pracę z dziećmi, po­przez or­ga­ni­zo­wa­nie róż­nego ro­dzaju warsz­ta­tów, po­przez sze­roko ro­zu­mianą edu­ka­cję kul­tu­ralną. Tak dzia­ła­jący dy­rek­tor domu kul­tury nie daje lu­dziom je­dy­nie roz­rywki. Jego dzia­ła­nia są fi­nan­so­wane ze środ­ków pu­blicz­nych, więc ma on do speł­nie­nia mi­sję, ale aby osią­gnąć efekt, sto­suje no­wo­cze­sne me­tody, używa no­wo­cze­snych środ­ków prze­kazu. I na­gle in­sty­tu­cja kul­tury, w rę­kach ta­kiego czło­wieka, staje się „sexy”. Chcemy, aby tak było.

B+R: Działalność Regionalnego Obserwatorium Kultury UAM, to jednak nie tylko budowanie strategii i nagradzanie aktywnych działaczy kulturalnych, to coś więcej.

M.P.: Chcemy po­ma­gać sa­mo­rzą­dom i in­sty­tu­cjom kul­tury, żeby „od­kła­mać” ich wi­ze­ru­nek. Żeby lu­dzie nie my­śleli na przy­kład o bi­blio­tece jako o miej­scu, gdzie stoją książki opa­ko­wane w szary pa­pier, a o domu kul­tury, że tam są tylko nudne za­ję­cia. Tak wcale nie musi być i w wielu miej­scach tak nie jest. Wiemy, że nie wy­star­czy tylko na­pi­sać stra­te­gię. Pa­mię­tamy, że Uni­wer­sy­tet jest nie tylko miej­scem two­rze­nia ba­dań na­uko­wych, ale także dy­dak­tyki. Obec­nie prze­pro­wa­dzamy w tym ostat­nim za­kre­sie dość duży pro­jekt szko­le­niowy.

P.K.: Ra­zem z Urzę­dem Mar­szał­kow­skim opra­co­wa­li­śmy pro­jekt szko­leń dla in­sty­tu­cji kul­tury w ca­łym wo­je­wódz­twie. Bę­dziemy się bar­dzo cie­szyć je­żeli uda nam się przez naj­bliż­sze dwa lata, być może rów­nież z po­mocą ośrod­ków za­miej­sco­wych Uni­wer­sy­tetu, pro­wa­dzić „warsz­taty” – za­ję­cia prak­tyczne dla lu­dzi kul­tury z re­gionu. To dzia­ła­nie jest jed­nym z przy­kła­dów na to, że two­rze­nie stra­te­gii nie po­lega tylko na prze­pro­wa­dze­niu ba­da­nia, prze­ana­li­zo­wa­niu po­trzeb ludz­kich i zo­sta­wie­niu sa­mo­rządu z otrzy­ma­nymi wy­ni­kami. Nie mó­wimy sa­mo­rzą­dom — „zrób­cie coś z tym”. Nie cho­dzi też o to, że na­rzu­camy na­gle lu­dziom z ośrod­ków kul­tury nowe za­da­nia, stwier­dza­jąc „od dzi­siaj bę­dzie­cie wy­peł­niać nowe for­mu­la­rze, mu­si­cie się prze­sta­wić”. Nie. Trzeba tym lu­dziom przede wszyst­kim po­móc na­uczyć się jak pra­co­wać w no­wych wa­run­kach rze­czy­wi­sto­ści spo­łecz­nej. Sta­ramy się ak­tyw­nie brać udział w ta­kim pro­ce­sie. Ow­szem, ro­bimy ba­da­nia, two­rzymy stra­te­gię, ale za­wsze też sta­ramy się po­móc ją wdra­żać. Mię­dzy in­nymi po­przez or­ga­ni­za­cję szko­leń i warsz­ta­tów.

M.P.: Jako uni­wer­sy­tet mamy pewne kom­pe­ten­cje, a je­śli sami ich nie po­sia­damy – za­pra­szamy osoby, które w da­nej dzie­dzi­nie są wy­bit­nymi spe­cja­li­stami, rów­nież ludźmi „ak­cji”, któ­rzy nie ob­cują z za­rzą­dza­niem kul­turą wy­łącz­nie z po­zy­cji biurka. Sami zresztą tacy rów­nież tro­chę je­ste­śmy, mamy ak­tyw­ność kul­tu­ralną we krwi. Od cza­sów stu­denc­kich wspól­nie re­ali­zu­jemy pro­jekty kul­tu­ralne w wielu miej­scach, wy­da­rze­nia mu­zyczne, edu­ka­cyjne, fe­sti­wa­lowe o mię­dzy­na­ro­do­wym za­sięgu. Za­czy­na­li­śmy od sta­rego ma­lu­cha wy­ła­do­wa­nego pla­ka­tami, które za­pra­szały na kon­certy mło­dych pia­ni­stów i skrzyp­ków. Mie­li­śmy też prak­tykę two­rze­nia i pro­wa­dze­nia in­sty­tu­cji kul­tury, za­rzą­dza­nia kry­zy­sem w pla­cówce kul­tu­ral­nej, znamy co­dzienne ry­zyko i tro­ski pa­sjo­na­tów kul­tury. Znamy też smak na­grody za ten trud, po­ziom do­brej ad­re­na­liny przy uda­nym kon­cer­cie, pro­jek­cie kul­tu­ral­nym, czy wie­lo­mi­nu­to­wych owa­cjach lu­dzi, któ­rzy świę­tują po­przez uczest­nic­two w kul­tu­rze. 

B+R: Jednym z obecnie prowadzony w ROK działań jest Projekt badań poświęconych aktywności kulturalnej osób po 60-tym roku życia.

P.K.: To pro­jekt ogól­no­pol­ski, który re­ali­zo­wany jest mię­dzy in­nymi w po­wią­za­niu z tym, że w 2012 roku ob­cho­dzimy Eu­ro­pej­ski Rok Ak­tyw­no­ści Osób Star­szych i So­li­dar­no­ści Mię­dzy­po­ko­le­nio­wej. To przy­kład na to, że my ba­da­cze po pro­stu czy­tamy, co się dzieje w kul­tu­rze i de­mo­gra­fii. Liczba osób star­szych w po­pu­la­cji za­czyna się zwięk­szać. Co to zna­czy dla in­sty­tu­cji kul­tury? Co to zna­czy dla ośrod­ków kul­tury, dla in­sty­tu­cji po­mocy spo­łecz­nej? Zna­czy to tyle, że być może oferta pro­gra­mowa i spo­sób ko­mu­ni­ko­wa­nia się tych ośrod­ków po­winny uwzględ­nić to prze­su­nię­cie. Chcemy zo­ba­czyć, jak to wy­gląda w rze­czy­wi­sto­ści, chcemy to zba­dać. Bę­dziemy mię­dzy in­nymi prze­pro­wa­dzać ba­da­nie we wszyst­kich fil­har­mo­niach w Pol­sce. To ta­kie miej­sca, które są tro­chę „zge­ria­try­zo­wane”, liczba od­bior­ców po 60-tym roku ży­cia jest zna­cząco więk­sza niż w in­nych in­sty­tu­cjach kul­tury. My­ślę, że to bę­dzie ba­da­nie, które przyda się w wy­mia­rze prak­tycz­nym sa­mo­rzą­dom i in­sty­tu­cjom kul­tury.

Roz­ma­wiał dr Mar­cin Pie­chocki

Powiązane materiały: