Przejdź do treści

Dokąd zmierzają gry?

Tego chyba nie wie nikt. Bo gdyby wie­dział, to byłby już bar­dzo bo­ga­tym czło­wie­kiem. Można się jed­nak po­ku­sić o przed­sta­wie­nie kilku ogól­nych ten­den­cji.

Przede wszyst­kim można przy­jąć czarny, mroczny sce­na­riusz. Ry­nek gier wi­deo bę­dzie dą­żył do oli­go­polu. Mali i średni wy­dawcy zo­staną wy­cięci w pień i wy­koń­czeni lub po pro­stu wy­ku­pieni przez gi­gan­tów, ta­kich jak Nin­tendo, Atari (dawne In­fo­gra­mes), Elec­tro­nic Arts czy Rock­star, któ­rzy da­lej będą wy­pusz­czać swoje kosz­tu­jące setki mi­lio­nów do­la­rów su­per­pro­duk­cje. To bę­dzie je­den bie­gun rynku.

Gry mo­bilne

Dru­gim będą gry na urzą­dze­nia mo­bilne, który to seg­ment ga­dże­tów i urzą­dzeń zdo­bywa co­raz więk­szą liczbę użyt­kow­ni­ków i, co za tym idzie, co­raz więk­sze zna­cze­nie dla pro­du­cen­tów gier. Na­leży jed­nak pa­mię­tać, że rzą­dzi się on swo­imi wła­snymi pra­wami. Po pierw­sze, gry na ta­blety i smart­fony są prze­zna­czone dla szer­szej rze­szy use­rów niż te pe­ce­towo-kon­so­lowe. W przy­padku tych dru­gich się­gają po nie gra­cze, na­zwijmy ich tak, ”co­dzien­nymi”. Dla nich ry­wa­li­za­cja jest chle­bem co­dzien­nym, a także wodą, solą oraz su­ple­men­tami wi­ta­mi­no­wymi. Grają dla­tego, żeby spraw­dzać sie­bie, sta­wiać czoła (a także in­nych czę­ści ciała, zwłasz­cza tych od­po­wie­dzial­nych za ob­sługę kon­tro­le­rów) wy­zwa­niom. Ci, któ­rzy grają na smart­fo­nach, ta­ble­tach oraz in­nych urzą­dze­niach mo­bil­nych, to czę­sto oprócz gra­czy co­dzien­nych także ci oka­zjo­nalni, któ­rzy „grają na szybko” w środ­kach ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej lub po­mię­dzy jed­nym za­da­niem do wy­ko­na­nia a dru­gim.

Wszy­scy je­ste­śmy far­me­rami

Ta grupa też jest spora i stąd wła­śnie biorą się fe­no­meny ta­kie jak „An­gry Birds” — hit fiń­skiego stu­dia Ro­vio, który na różne urzą­dze­nia ścią­gnięto już mi­liard (!) razy, za­bawki z nim zwią­zane za­lały sklepy ca­łego świata i który do­dat­kowo czeka jesz­cze na se­rial i film na nim oparty. W grze ko­lejne po­ziomy są krót­kie i moż­liwe do przej­ścia na­wet w cza­sie biegu na ko­lejny wy­kład czy lunch w in­te­re­sach, co po­zwo­liło tej pro­duk­cji pod­bić serca użyt­kow­ni­ków urzą­dzeń mo­bil­nych. „An­gry Birds”, oprócz tego, że ładne i atrak­cyjne wi­zu­al­nie, przede wszyst­kim jest też pro­duk­tem wy­jąt­kowo pro­stym. Nie wy­maga od użyt­kow­nika, nie­na­sta­wio­nego na ry­wa­li­za­cję i te­sto­wa­nie wła­snych moż­li­wo­ści, żad­nych spe­cjal­nych zdol­no­ści, nie fru­stru­jąc go przy tym. Tak samo jak „Far­mville” wielki Fa­ce­bo­okowy hit od firmy Zynga, w który w szczy­to­wym mo­men­cie jego po­pu­lar­no­ści grało 80 mi­lio­nów use­rów naj­po­pu­lar­niej­szego por­talu spo­łecz­no­ścio­wego na świe­cie.

Pro­wa­dze­nie farmy też nie wy­ma­gało żad­nych ukry­tych, bądź tych zu­peł­nie jaw­nych ta­len­tów. Wy­star­czyło po pro­stu po­wta­rzać w okre­ślo­nych od­stę­pach czasu te same czyn­no­ści, a efekt ich wy­ko­ny­wa­nia za każ­dym ra­zem był taki sam. I to wła­śnie gra­czom nie­dziel­nym da­wało po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, tak samo jak dwa pierw­sze i za­ra­zem ostat­nie przy­ka­za­nia „Far­mville”: Ru­tyna i Od­po­wie­dzial­ność. Oba dla gra­czy na­ło­go­wych ozna­czają wy­rok śmierci przez za­nu­dze­nie, a dla tych z do­skoku są do­sko­nale znane z ży­cia co­dzien­nego, two­rząc śro­do­wi­sko, w któ­rym czują się „jak w domu”. Wszystko też, jak to na Fa­ce­bo­oku, opiera się o sieć in­te­rak­cji spo­łecz­nych. W „Far­mville” na­sze po­letko nie jest ode­rwane od in­nych, po­ma­gamy są­sia­dom, do­star­cza­jąc im ma­te­riały bu­dow­lane, które zresztą sami rów­nież od nich bie­rzemy, sieć usług ro­śnie i kwit­nie. Co po­woli prze­kształca się na­wet w pe­wien ro­dzaj szan­tażu: nie mo­żemy po­rzu­cić gry, bo za­leżne od nas są nie tylko na­sze zwie­rzaki, które bez opieki prze­niosą się do lep­szego świata, ale rów­nież do­bro­byt na­szych są­sia­dów.

Ucieczka gier do in­ter­netu

Drugi sce­na­riusz opiera się na ucieczce gier do in­ter­netu. W tym przy­padku jed­nak nie mamy do czy­nie­nia z pro­stymi gier­kami zna­nymi z Fa­ce­bo­oka, ale ol­brzy­mimi pro­duk­cjami i ca­łymi wir­tu­al­nymi świa­tami. Prze­no­sze­nie się wszel­kich ro­dza­jów gier do sieci można do­strzec już od ja­kie­goś czasu. Obec­nie tryb mul­ti­player jest w za­sa­dzie wa­run­kiem ko­niecz­nym do wy­da­nia gry, a roz­grywka solo czę­sto staje się za­le­d­wie do­dat­kiem do niego. Naj­now­sze gry bez po­łą­cze­nia z in­ter­ne­tem czę­sto nie dają się uru­cho­mić, a gdy tylko się je włą­czy, in­for­mują o tym, jak ra­dzą so­bie zna­jomi gra­cza, któ­rzy także prze­cho­dzą dany ty­tuł oraz ja­kie są świa­towe re­kordy. Opcje ta­kie można zo­ba­czyć we wszyst­kich ro­dza­jach gier – od pi­łek noż­nych, przez stra­te­gie, po strze­lanki i wy­ścigi sa­mo­cho­dowe. Sieć spra­wia też, że gra zmie­nia się i na przy­kład «’FIFA 12»» stale ofe­ruje gra­czowi nowe wy­zwa­nia oparte na za­koń­czo­nych do­piero co me­czach.

Wię­cej niż gra

Nie­zwy­kła po­pu­lar­ność MMORPG po­cią­gnęła za sobą ol­brzy­mie kon­se­kwen­cje. Po­wstały nowe za­wody, jak pro­fe­sjo­nalni gra­cze, któ­rych lu­dzie wy­naj­mują, by dbali o roz­wój ich wir­tu­al­nej po­staci, kiedy sa­memu sie­dzą w pracy. In­nym spo­so­bem za­ra­bia­nia dzięki MMORPG jest zdo­by­wa­nie (cza­sami po­przez ra­bo­wa­nie in­nych gra­czy) wir­tu­al­nej wa­luty i cen­nych w grze przed­mio­tów po to, aby na­stęp­nie wy­sta­wić je na eBay’u i sprze­dać za re­alne pie­nią­dze. Ty­tuły gro­ma­dzące mi­liony użyt­kow­ni­ków z ca­łego świata spra­wiły, że mało kto po­strzega je już wy­łącz­nie w ka­te­go­riach za­bawki dla dzieci. Znane są przy­padki, że prze­wo­dze­nie po­tęż­nej gil­dii z ”World of War­craft” oka­zy­wało się cen­nym atu­tem w trak­cie sta­rań o ma­na­ger­skie sta­no­wi­sko. W końcu je­śli ktoś po­tra­fił spraw­nie kie­ro­wać gra­czami roz­sia­nymi po ca­łym świe­cie, to dla­czego to samo nie mia­łoby mu się udać z ludźmi ubra­nymi w gar­ni­tury?

Szyb­ciej i wię­cej

Jak­kol­wiek in­ten­sywne nie by­łoby prze­sią­ka­nie gier in­ter­ne­tem, to lu­dzie cały czas będą chcieli po­grać sa­memu, bez udziału po­ma­gie­rów z dru­giego końca pla­nety. In­nymi słowy, tryb sin­gle player ra­czej nie umrze, ale i on prze­cho­dzi zmiany. Nie­stety, ra­czej na gor­sze. Dzi­siej­szy świat, w po­rów­na­niu z tym na­wet sprzed 20 lat stał się szyb­szy. Wszystko dzieje się w oka­mgnie­niu i wszyst­kiego jest wię­cej. Także gier. Gra­cze nie chcą więc już po­świę­cać jed­nemu ty­tu­łowi tyle czasu, ile byli w sta­nie kie­dyś. Od­po­wie­dzią są na to gry krót­sze i prost­sze, skła­da­jące się z krót­kich, ale za to mak­sy­mal­nie na­pcha­nych ak­cją eta­pów. Więk­szy na­cisk kła­dzie się na gra­fikę, czę­sto wy­gląd przed­kła­da­jąc nad ja­kość. Nie ma już tyle miej­sca na mo­nu­men­talne ty­tuły od­ci­na­jące czło­wieka od rze­czy­wi­sto­ści na kil­ka­dzie­siąt go­dzin, za to wszyst­kie ga­tunki ewo­lu­ują w stronę za­pew­nia­jącą, by przez cały czas na ekra­nie działo się jak naj­wię­cej.

Te zmiany naj­do­tkli­wiej od­czuły bar­dzo po­pu­larne nie­gdyś gry przy­go­dowe. Ofe­ro­wały one fa­bułę czę­sto nie­ustę­pu­jącą ki­no­wym hi­tom czy książ­ko­wym be­st­sel­le­rom, ale ceną za ich szczę­śliwe ukoń­cze­nie było po­świę­ce­nie dłu­gich go­dzin na gło­wie­nie się nad roz­wią­za­niem ko­lej­nych, czę­sto trud­nych bądź za­krę­co­nych za­ga­dek. Cena ta dla więk­szo­ści gra­czy oka­zała się zbyt wy­soka i przez mo­ment wy­da­wało się na­wet, że przy­go­dówki ude­rzyły we wrota wir­tu­al­nej Val­halli. Na szczę­ście po­gło­ski o ich śmierci oka­zały się mocno prze­sa­dzone, czego do­wo­dem są tak świetne ty­tuły jak ”Fah­ren­heit” czy ”He­avy Rain”. Nie­mniej, wciąż jest to ga­tu­nek za­gro­żony, gdyż obec­nie jego przed­sta­wi­cieli uka­zuje się nie­po­rów­ny­wal­nie mniej niż kie­dyś, co jest do­sko­na­łym przy­kła­dem jak zmie­niła się elek­tro­niczna roz­rywka.

An­drzej Ba­zyl­czuk & Łu­kasz Mi­szew­ski

Powiązane materiały: