Przejdź do treści

Archimedes i media

Fa­scy­nu­jąca hi­storia od­cy­fro­wy­wania sta­ro­żyt­nego ma­nu­skryptu Ar­chi­me­desa za­czyna się 29 paź­dzier­nika 1998, kiedy nie­znany na­bywca za­kupił to dzieło za kwotę 2 200 000 dolarów.

To, na co mi­liony wydał ano­ni­mowy zwy­cięzca li­cy­tacji w domu au­kcyjnym Christie’s było w chwili trans­akcji znisz­czonym i za­ple­śniałym zbiorem stronic. Na do­datek książka była pa­limp­se­stem. Jak ją od­czytać? W tym na­ukowym dą­żeniu do wiedzy pewne za­danie speł­niły media.

* * *

Na po­świę­co­nych współ­pracy z me­diami, za­ję­ciach – od­by­wa­ją­cych się w ra­mach pro­wa­dzonej przez CITTRU „Szkoły Pro­mocji Nauki” – uczest­nicy stwo­rzyli listę zalet kon­taktu naukowiec-​dziennikarz. W zbiorze do­bro­dziejstw zna­lazły się ko­rzyści ideowe (np. spo­łe­czeń­stwo ma prawo wie­dzieć, na co są prze­zna­czane po­datki) oraz czysto prak­tyczne (np. sze­roka wiedza o danym pro­jekcie na­ukowym może skut­kować part­ner­stwem z in­nymi uczo­nymi lub ko­mer­cyj­nymi re­la­cjami z biz­nesem). Bio­rący udział w warsz­ta­tach szybko zro­zu­mieli te za­leż­ności, ale czy jest to oczy­wiste dla ca­łego śro­do­wiska aka­de­mic­kiego? Ze zni­komej obec­ności pol­skich na­ukowców w me­diach można wnio­skować, że nie bardzo. Warto więc wprost po­stawić fun­da­men­talne py­tanie: po co na­ukowcom media? Od­po­wiedzi będę po­szu­kiwał wła­śnie w dziele Ar­chi­me­desa i ba­talii o jego od­czy­tanie. Zanim jed­nakże przejdę do sko­ja­rzeń medialno-​manuskryptowych kilka słów o samym Ar­chi­me­desie, ma­te­ma­tyce i ba­da­niach nad daw­nymi tekstami.

Kula, stożek i walec

Za­mie­szanie z od­na­le­zie­niem i od­cy­fro­wa­niem ma­nu­skryptu Ar­chi­me­desa ilu­struje książka Re­viela Netza i Wil­liama Noela „Ko­deks Ar­chi­me­desa. Ta­jem­nice naj­słyn­niej­szego pa­limp­sestu świata” (wy­danie pol­skie: Ma­gnum, War­szawa, 2007). Sen­sa­cyjny tytuł książki, który może ko­ja­rzyć się z „Kodem Le­onarda da Vinci” Dana Browna – znie­chęci pewnie fanów „praw­dziwej nauki”. Ow­szem książka Netza i Noela jest na­pi­sana ję­zy­kiem dy­na­micznym, a sama opo­wieść może wy­wo­ływać wra­żenie „po­goni za nie­znanym”. Wszystko to jest jednak sprawnie osa­dzone w ra­mach badań na­uko­wych, w formie wpraw­dzie po­pu­lar­no­nau­kowej (choć jak dla mnie nie­które frag­menty do­ty­czące ma­te­ma­tyki Ar­chi­me­desa są nie tyle „po­pu­larno”, co nawet „bardzo” na­ukowe, przy­naj­mniej z mo­jego – ma­te­ma­tycznie bardzo prze­cięt­nego – punktu wi­dzenia), ale na pewno nie baj­ko­pi­sar­skiej czy pseu­do­nau­kowej. Prze­czytać warto – nie będąc wcale specem od geo­me­trii, sto­cha­styki lub za­sto­so­wania mi­nu­skuły w tek­stach średniowiecznych.

Ar­chi­medes zginął w 212 roku p.n.e. Roz­po­czynam od roku śmierci, bo to je­dyna po­twier­dzona data w jego Cur­ri­culum Vitae. Tak to bywa, gdy ktoś uro­dził się tak dawno.J Jed­nakże z do­nie­sień kro­ni­karzy można do­wie­dzieć się (trak­tując nie­które ich opo­wieści z pewną dozą scep­ty­cyzmu), że ów grecki uczony zwią­zany był z hel­leńską ko­lonią Sy­ra­kuzy. W cza­sach jego życia było to tęt­niące ży­ciem miasto, które uwi­kłane zo­stało w wojnę między Rzymem i Kar­ta­giną. W czasie dru­giej wojny pu­nic­kiej bo­hater tej opo­wieści kie­rował pra­cami in­ży­nie­ryj­nymi przy obronie Sy­rakuz. Był po­my­sło­dawcą wy­myśl­nych ma­chin wo­jen­nych, które sku­tecznie po­wstrzy­my­wały Rzy­mian z dala od murów. Do czasu. Ar­chi­medes zo­stał za­bity przez żoł­nierzy rzym­skich po za­wład­nięciu Sy­ra­ku­zami, a na jego na­grobku (na ży­czenie sa­mego uczo­nego) wy­ryto kulę, stożek i walec.

Z pew­no­ścią był Ar­chi­medes wielkim en­tu­zjastą ma­te­ma­tyki, świadczy o tym nie tylko wspo­mniana rzeźba, ale i jego do­ko­nania. Był twórcą hy­dro­sta­tyki i sta­tyki, pre­kur­sorem ra­chunku cał­ko­wego. Stwo­rzył pod­stawy ra­chunku róż­nicz­ko­wego. Zaj­mował się me­cha­niką teo­re­tyczną i astro­nomią. Mówi się, że skon­stru­ował globus, a nawet pla­ne­ta­rium. To jemu przy­pi­sy­wany jest słynny okrzyk „Heu­reka” (gr. zna­la­złem), którym oznajmił światu od­krycie prawa wy­poru („Ciało za­nu­rzone w cieczy traci po­zornie na cię­żarze tyle, ile waży ciecz wy­parta przez to ciało”). To jemu przy­pi­suje się od­krycie za­sady dzia­łania dźwigni (Ar­chi­medes: „Dajcie mi punkt pod­parcia, a po­ruszę Ziemię”). To fakty znane. Ale Re­viel Netz, w opisie roli Ar­chi­me­desa, idzie jeszcze dalej. Na­zywa on grec­kiego ba­dacza „naj­więk­szym uczonym w dzie­jach świata” ar­gu­men­tując, że tak jak tra­dycja fi­lo­zo­ficzna jest nie­ustannym od­wo­ły­wa­niem się do Pla­tona, tak nauki ścisłe za swój fun­da­ment mają dzieło Ar­chi­me­desa. Netz wy­mienia pod­sta­wowe ele­menty nauki ar­chi­me­de­sowej, bez któ­rych nie było wiedzy no­wo­żytnej: ma­te­ma­tykę nie­skoń­czo­ności oraz za­sto­so­wanie mo­deli ma­te­ma­tycz­nych do świata fi­zycz­nego. I jak w tym kon­tek­ście nie trak­tować jako wiel­kiej sprawy szans na od­na­le­zienie w od­krytym dziele no­wych reguł i opisów.

Brzydka książka

Ale, żeby na­ukowcy mogli od­na­leźć nowe twier­dzenia uczo­nego z Sy­rakuz mu­siano ma­nu­skrypt od­czytać. A był on w fa­talnym stanie (ano­ni­mowy wła­ści­ciel, który nabył to dzieło na­zywał je „brzydką książką”). Oto skró­towa lista wad: wszech­obecne brą­zowe cętki, za­cieki, mocne za­czer­nienie obrzeży wielu stronnic, wielkie plamy pleśni, znie­kształ­cenia (wy­gięcia) stron, kru­chość wielu kart, za­ma­zany tekst i nad­pi­sane na sło­wach Ar­chi­me­desa śre­dnio­wieczne wersy mo­dli­tewne. Co gorsze, na­ukowcy pra­co­wali nad rę­ko­pisem uni­ka­towym, tzn. na je­dynym za­cho­wanym eg­zem­pla­rzem. Czy da się go uchronić od za­głady i czy da się odczytać?

Nie będę opi­sywał żmud­nego, a czasem za­ska­ku­ją­cego zwro­tami akcji pro­cesu od­kry­wania ta­jemnic pa­limp­sestu. W pracy tej za­sto­so­wano róż­no­rodne me­tody kon­ser­wacji per­ga­minu, wy­szu­kane tech­niki ob­ra­zo­wania mul­ti­spek­tral­nego, pro­mie­nio­wanie rent­ge­now­skie, aż po wy­ko­rzy­stanie syn­chro­tronu. Nad od­czy­ta­niem ko­deksu pra­co­wali in­for­ma­tycy, spe­cja­liści od Śre­dnio­wiecza i rę­ko­pisów, fi­zycy, optycy i eks­perci z wielu in­nych dzie­dzin. Praw­dziwie in­ter­dy­scy­pli­narne przedsięwzięcie.

I udało się. W marcu 2006 roku Wil­liam Noel (kie­rownik pro­jektu) otrzymał od jed­nego ze współ­pra­cu­ją­cych ba­daczy wia­do­mość za­czy­na­jącą się od jakże ocze­ki­wa­nych słów „Czy­tel­ność jest teraz nie­sa­mo­wita”! Ale zanim do tego do­szło w sprawę za­mie­szane były media.

Po­szu­ki­wania

W 1999 roku na­bywca ko­deksu Ar­chi­me­desa po­sta­nowił prze­kazać cenny do­ku­ment Wal­ters Art Mu­seum w Bal­ti­more. In­sty­tucja przyj­mując ten skarb, wzięła na siebie nie­ba­ga­telny obo­wiązek na­ukowy: za­kon­ser­wo­wania uszko­dzonej książki, wy­do­bycia na światło dzienne ory­gi­nal­nego tekstu oraz jego od­czy­tania. Jak się do tego ze­brać – za­sta­na­wiał się Wil­liam Noel. Z po­mocą przy­szła pu­bli­kacja ar­ty­kułu o pa­limp­se­ście za­miesz­czona w „Wa­shington Post”. Prze­czytał ją między in­nymi Mike Toth, jeden z dy­rek­torów rzą­dowej agendy o ta­jem­ni­czej na­zwie Na­ro­dowe Biuro Roz­po­znania, de­kla­rując w ko­re­spon­dencji, że może uży­czyć swego spe­cja­li­stycz­nego sprzętu, jak i zajmie się po­szu­ki­wa­niem od­po­wied­nich eks­pertów od optyki. Z bie­giem czasu oka­zało się, że Toth, stał się jednym z głów­nych członków ekipy pra­cu­jącej nad pa­limp­se­stem i w dużej mierze jemu za­wdzię­czamy sukces przedsięwzięcia.

Oka­zało się, że wła­śnie tekst w po­czytnej ga­zecie spo­wo­dował, iż pro­jektem za­in­te­re­so­wała się osoba (choć Toth nie był je­dynym, który za­re­agował na ar­tykuł), której zna­le­zienie in­nymi „ka­na­łami” by­łoby trudne. Kie­rował on in­sty­tucją funk­cjo­nu­jącą poza krę­giem aka­de­mickim, rów­no­cze­śnie dys­po­nując sprzętem i umie­jęt­no­ściami, które były kluczowe.

Prace nad tek­stem trwały. Nad od­cy­fro­wa­niem za­pisów gło­wiły się dwa ze­społy spe­cja­li­stów od ob­ra­zo­wania. Ich pracy po­świę­cona zo­stała re­lacja w pro­gramie „The World News To­night”. W jednym mo­mencie nie­zwykłe dzia­łania grupy ba­daczy stały się znane i ce­nione, a sami eks­perci – jak pisze Noel „stali się gwiaz­dami”. Zdobyć pre­stiż (nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla dys­cy­pliny, którą się zaj­mują) to nie­ba­ga­telny efekt, w którym media są pierw­szo­pla­nowym narzędziem.

W sprawie Stomachionu

Jedną z roz­praw Ar­chi­me­desa za­miesz­czoną w mo­zolnie od­cy­fro­wy­wanym ko­deksie był Sto­ma­chion, traktat w którym roz­waża on sposób uło­żenia róż­nych ele­mentów tak, by pa­so­wały do siebie, two­rząc spójną ca­łość. Opiera się on na sta­ro­żytnej, czter­na­sto­ele­men­towej ukła­dance. Takie za­bawy lo­giczne znane są i dzisiaj.

Po po­ko­naniu nie­praw­do­po­dob­nych pro­blemów, wielu znie­chę­ca­ją­cych po­raż­kach na­ukowcom udało się w końcu prze­drzeć przez ta­jem­nicę Sto­ma­chionu. Dla świata ma­te­ma­tyki była ona zdu­mie­wa­jąca. Oka­zało się, że Ar­chi­medes jako pierwszy znany na­uko­wiec w hi­storii za­sta­na­wiał się nad ilo­ścią róż­nych kom­bi­nacji uło­żenia fi­gury koń­cowej z pew­nego zbioru ele­mentów. Tym samym to Ar­chi­medes mógł być uznany za ojca kwit­nącej współ­cze­śnie nauki zwanej kom­bi­na­to­ryką, a Sto­ma­chion za pierwsze za­danie kombinatoryczne.

O od­kryciu tym na­pisał ob­szernie „New York Times” i do­piero ten ar­tykuł uzmy­słowił światu na­uko­wemu, że po­czątki nauki za­chod­niej można po­strzegać w zu­pełnie innym świetle.

Media raz jeszcze

Mimo suk­cesów zwią­za­nych z od­czy­ta­niem Sto­ma­chionu, prace przy po­zo­sta­łych czę­ściach ko­deksu nie wy­glą­dały do­brze. Nawet za­sto­so­wanie skom­pli­ko­wa­nych technik fo­to­gra­ficz­nych nie wpły­nęło za­uwa­żalnie na ja­kość ob­razu. Po­wo­dzenie pro­jektu za­wisło na włosku. Trzeba było spró­bować in­nych technologii.

Nie­stety, mimo roz­sy­łania do uzna­nych ośrodków na­uko­wych za­pytań ofer­to­wych, do ko­or­dy­na­torów pro­jektu nie wpły­nęła żadna prze­ko­nu­jąca pro­po­zycja pracy z ko­deksem. Na­ukowcy po raz wtóry zwró­cili się w stronę me­diów. Sprawą za­in­te­re­so­wała się te­le­wizja BBC, która po­sta­no­wiła na­kręcić film o pa­limp­se­ście. Przy­cią­gnął on przed te­le­wi­zory 13% bry­tyj­skiej wi­downi (ok. 3 mln wi­dzów), także tych kil­ku­dzie­sięciu pro­fe­sjo­na­li­stów, którzy dla dal­szej kon­ty­nu­acji prac mieli okazać się bez­cenni. W wy­niku tak skro­jonej akcji pro­pa­gan­dowej po­wo­łano ko­lejne trzy ze­społy ma­jące pra­cować nad znisz­czo­nymi kar­tami pa­limp­sestu. I udało się… po­woli, dzięki sto­so­wanej tech­nice, latom żmud­nych do­świad­czeń, za­an­ga­żo­waniu wielu ludzi, a także po­ja­wia­jącym się gdzieś w tle me­diom po­szcze­gólne strony dzieła Ar­chi­me­desa za­częły ob­ja­wiać swą treść.

* * *

Po co więc nauce media? Może wła­śnie po to, by można było prze­czytać to co wy­da­wało się nie­moż­liwe do prze­czy­tania. Po to, by zo­ba­czyć, pojąć i pomóc innym pojąć to, co było nie­znane, skom­pli­ko­wane, niezrozumiałe.

Piotr Ża­bicki
So­cjolog i fan no­wych me­diów.
W CITTRU ko­or­dy­nuje pra­cami Ze­społu ds. Pro­mocji i Edukacji.

Powiązane materiały: